Info

Więcej o mnie.


Moje rowery
licznik odwiedzin blog
Wykres roczny

Archiwum bloga
- 2015, Styczeń5 - 42
- 2013, Czerwiec5 - 9
- 2013, Maj10 - 24
- 2013, Kwiecień11 - 44
- 2013, Marzec10 - 43
- 2013, Luty4 - 14
- 2013, Styczeń4 - 33
- 2012, Grudzień3 - 8
- 2012, Listopad10 - 61
- 2012, Październik21 - 204
- 2012, Wrzesień26 - 157
- 2012, Sierpień23 - 128
- 2012, Lipiec25 - 174
- 2012, Czerwiec31 - 356
- 2012, Maj29 - 358
- 2012, Kwiecień30 - 378
- 2012, Marzec30 - 257
- 2012, Luty26 - 225
- 2012, Styczeń31 - 440
- 2011, Grudzień29 - 325
- 2011, Listopad30 - 303
- 2011, Październik30 - 314
- 2011, Wrzesień32 - 521
- 2011, Sierpień40 - 324
- 2011, Lipiec34 - 490
- 2011, Czerwiec33 - 815
- 2011, Maj31 - 636
- 2011, Kwiecień31 - 547
- 2011, Marzec36 - 543
- 2011, Luty38 - 426
- 2011, Styczeń37 - 194
Dane wyjazdu:
31.66 km
8.00 km teren
01:47 h
17.75 km/h:
Maks. pr.:31.40 km/h
Temperatura:5.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: 713 kcal
Żenująca przejacha;)
Czwartek, 8 listopada 2012 · dodano: 23.11.2012 | Komentarze 6
To można nazwać prawdziwym roztrenowaniem. Może i wymuszonym oraz niechcianym, ale jednak roztrenowaniem, nie bójmy się tego powiedzieć, Andrzej.Takiej tradżedi nie było dłuuuuugo. Nie dość, że brakuje mi połowy płuc, to jeszcze jakby pikawa pracowała mi na ćwierć fajery.
Za to produkcja gili i kaszli całkiem w superpozycji.
Niniejszym zdobyłam się tylko na wypad z Domu Złego na Izabelin, zahaczając o te uliczki, o których zawsze myślałam podczas standardowej drogi do pracy „kiedyś tu skręcę”.
Pracy już nie mam, a se skręciłam. Takiego przewrotu listopadowego się szarpnęłam.
Może tak spróbuję się sama kopnąć w dupę, to mi gil przejdzie oraz mi się zachce?